Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Wczoraj byłam
tak padnięta, że po wejściu do pokoju umyłam się i zasnęłam. Nie poszłam nawet
na kolację, więc o w pół do siódmej rano byłam całkiem głodna.
Kiedy wstałam, zauważyłam na podłodze nieznaną mi
walizkę. Spojrzałam na górną część łóżka – moja współlokatorka wczoraj
przyjechała i teraz spała.
Ubrałam się w szkolny mundurek, na który składały
się niezbyt oryginalne koszula, krawat i spódnica w … kratę. Była jeszcze
marynarka, ale na dworze było ciepło, więc jej nie zakładałam. Wzięłam
zakupione wcześniej herbatniki i wyszłam z pokoju.
Przez jakiś czas spacerowałam po szkolnych
ogrodach, przegryzając ciastka. Podziwiałam urodę i magię tego miejsca. Nigdy
nie miałam ogrodu, od zawsze mieszkałam w centrum miasta. Nie byłam
przyzwyczajona do takiej ilości zieleni. Ale bardzo mi się to spodobało i
nabrałam pewności, że będę przychodzić tu częściej. Chciałam odkrywać tajemnice
ogrodów – a byłam pewna, że na bank jakieś posiadają.
Przechadzając się pomiędzy drzewami, doszłam do
niewielkiego jeziorka. Wtedy usłyszałam muzykę.
Znaczy, pewnie, powinnam się tego spodziewać.
Przecież to była szkoła muzyczna. Ale wtedy wmurowało mnie i mogłam
tylko patrzeć i słuchać.
Nothing to do
Nowhere to be
A simple little kind of free
Nothing to do
No one to be
Is it really hard to see
Why I'm perfectly lonely
I'm perfectly lonely
I'm perfectly lonely
I'm perfectly lonely, yeah
'Cause I don't belong to anyone
Nobody belongs to me
Nowhere to be
A simple little kind of free
Nothing to do
No one to be
Is it really hard to see
Why I'm perfectly lonely
I'm perfectly lonely
I'm perfectly lonely
I'm perfectly lonely, yeah
'Cause I don't belong to anyone
Nobody belongs to me
Chłopak pływał na plecach i chyba właśnie kończył,
bo przestał śpiewać i podpłynął kraulem do brzegu. Zauważyłam sportową torbę i
ubrania rzucone koło niej. Wyszedł z wody i zaczął zsuwać kąpielówki, ale wtedy
stwierdziłam, że obejrzałam już wystarczająco i obróciłam głowę.
Wracając do pokoju, myślałam o Śpiewającym
Pływaku. Bo z pewnością pływał więcej niż tylko teraz, miał pięknie wyrzeźbione
mięśnie ramion, klatki piersiowej i nóg. Był przystojny - wiedziałam o tym
nawet bez dokładnego przyglądania się postaci i twarzy chłopaka. Wysoki i
szczupły, z tamtej odległości widziałam tylko, że miał czarne włosy. Byłam
ciekawa, czy będzie w mojej klasie. Wtedy mogłabym podziwiać go podczas
lekcji, zaśmiałam się.
Na korytarzu kręciło się parę osób ubranych w te
same stroje, ale nie znałam nikogo z nich, więc tylko cicho przemknęłam na
swoje piętro. Kiedy otworzyłam drzwi z numerem 137, dziewczyna nadal leżała na
łóżku. Kołdra równo podnosiła się i opadała, kiedy śpiąca postać oddychała. Najwyraźniej nie miała zamiaru w najbliższym czasie wstawać.
Westchnęłam i spojrzałam na zegar na ścianie.
Dochodziła siódma, a apel był o ósmej. Postanowiłam, że w razie czego obudzę ją
dziesięć po.
Schowałam herbatniki i usiadłam na łóżku.
Wyciągnęłam MP3 i puściłam piosenkę, którą śpiewał Pływak - Perfectly Lonely Johna Mayera -
żeby przypadkiem nie zasnąć. Mimowolnie nuciłam pod nosem, kiwając głową w rytm
muzyki.
Nagle łóżko się zatrzęsło. Zdjęłam słuchawki.
Usłyszałam jęk, a potem okrzyk niedowierzenia. Moja współlokatorka zeskoczyła z
łóżka i wdzięcznie wylądowała na podłodze. W pośpiechu wyjmowała ze swojej
walizki ubrania. Obróciła się, by pójść do łazienki, ale wtedy zobaczyła mnie i
wrzasnęła na całe gardło. Przestraszona zrobiła krok do tyłu, potknęła się o
walizkę i spadła na ziemię.
Zaniepokojona podeszłam do niej i podałam rękę.
- Nic sobie nie zrobiłaś? – zapytałam.
Oszołomiona, mrugała szybko powiekami. Na jej
policzkach kwitły rumieńce.
- Rany, mogłaś jakoś dać znać, że tam jesteś! –
powiedziała, podnosząc się i masując dolną część pleców. – No nic, stało się.
Tak w ogóle, jestem Loretta Accardi, ale mów mi Lora.
Miała włoską urodę, a sądząc po nazwisku, także
pochodzenie. Jej falowane włosy sięgały do pasa i były tak czarne, że dało się
zauważyć błyski granatu. Teraz były poplątane i nachodziły na jej duże, zielone
oczy okolone czarnymi rzęsami. Biała bluzka od piżamy ładnie kontrastowała z
oliwkową cerą. Lora była niższa ode mnie, ale niewiele. Miała imponującą figurę
w kształcie klepsydry.
Słowem, mieszkałam z nie lada pięknością.
♪ ♫ ♪
Szkolne korytarze były puste, wszędzie panowała
cisza. Dało się tylko słyszeć stukot dwóch par butów.
- Darcy, poczekaj! – jęczała Lora, próbując mnie
dogonić na swoich butach na wysokim obcasie. Czasami warto było nosić zwyczajne
trampki.
- Trzeba było się dłużej szykować – odpowiedziałam
sarkastycznie. W tamtej chwili nawet nie próbowałam być miła, byłam za bardzo
zdenerwowana.
Wszyscy już byli na auli szkolnej. Byłyśmy
spóźnione prawie dziesięć minut na apel, bo Lora w ostatniej chwili sobie
przypomniała, że musi się przecież jeszcze umalować. Chociaż podejrzewam,
że pewnie i tak ograniczyła się do minimum.
W końcu dotarłyśmy na aulę. Całe zdyszane przepychałyśmy
się do przodu, szukając naszej klasy. Bo okazało się, że Lora też jest w 1-1 i
tak jak ja śpiewa.
Szybko zauważyłam czerwoną czuprynę na samym
przodzie, więc skierowałam się tam, ciągnąc ze sobą nową koleżankę. Na
szczęście obok były dwa wolne miejsca, więc bez problemu tam usiadłyśmy. Trochę
dziwne. Pierwszy rząd i puste siedzenia.
Czerwonowłosy był odwrócony do mnie tyłem, bo
akurat z kimś rozmawiał. Nachyliłam się więc i szepnęłam mu do ucha:
- Dzień dobry, Finn.
Nigdy nie zapomnę tego wrzasku, który wydał z
siebie wtedy chłopak.
Jego rozmówca i ja pokładaliśmy się ze śmiechu,
Lora patrzyła na nas z politowaniem, a sam Finn przybrał kolor swoich włosów.
Potem uśmiechnął się sarkastycznie.
- Darcy. Jakże miło wiedzieć twoją twarz o poranku.
– Widocznie nie zdenerwował się i wziął ten żart na luzie. Kiwnął głową na
swojego kolegę, jasnego blondyna ze złotymi kolczykami w uszach, który miał
niesamowite turkusowe oczy. – To Shane, jestem z nim w pokoju.
- Hej – przywitał się chłopak, rzucając uroczy
uśmiech z dołeczkami. Miałam wrażenie, że był skierowany raczej do mojej
koleżanki niż do mnie. Dziewczyna prychnęła, założyła nogę na nogę i zwróciła
swoje spojrzenie na scenę.
Uśmiechnęłam się przepraszająco i wskazałam ręką na
moją współlokatorkę.
- Lora. Nie jest za bardzo w humorze. – Zerknęłam
na scenę, która ku mojemu zdziwieniu była pusta. Żadnej żywej duszy. – Jest już
po ósmej. Czemu apel się nie zaczął?
- Bo nie ma jakiegoś faceta, który miał wykonywać
piosenkę – odpowiedział Shane. – Teraz próbują wykombinować kogoś na jego
miejsce, ale… - Chłopak przerwał, bo nagle zgasły światła. – Chyba już sobie
poradzili.
Perkusja, a raczej bębny rozbrzmiały. Snop światła
padł na dziewczynę stojącą na scenie. Była to Rachel, ubrana w białą koszulkę i
spódniczkę. Przy twarzy miała przyczepiony mikrofon. Zaczęła śpiewać:
Give me a second I,
I need to get my story straight
My friends are in the bathroom getting higher than the Empire State
I need to get my story straight
My friends are in the bathroom getting higher than the Empire State
Kolejny reflektor wskazał chłopaka przy wejściu na
aulę. Miał czarne, rozwichrzone włosy i tego samego koloru okulary. Nosił też
białego t-shirta i spodnie. Tym razem on zaśpiewał.
My lover she's
waiting for me just across the bar
My seat's been taken by some sunglasses asking bout a scar, and
My seat's been taken by some sunglasses asking bout a scar, and
Wyśpiewywali kolejne wersy piosenki, a brunet z
kolejnymi słowami zbliżał się do Rachel. Kiedy zabrzmiały
słowa So if by the time the bar
closes, And you feel like falling down, I'll carry you home, światła
ponownie zgasły. Okazało się, że
Rachel I chłopak mają na koszulkach fluorescencyjny napis Have Fun!, a za
nimi stoi zespół tancerzy z także świecącymi w ciemnościach koszulkami, tylko
że o innych kolorach i z innymi napisami. Przypomniałam sobie, że to ich
widziałam dzisiaj rano. Wszyscy zaczęli wykonywać układ taneczny i śpiewać
refren, ale było słychać głównie Rachel i jej partnera. Tancerze służyli za
chórki.
Kiedy skończyli, normalnie zapalono lampy. Ukłonili
się, a wszyscy na sali zaczęli klaskać. Wstałam i klaskałam najgłośniej, jak
potrafiłam, czasami przerywając, żeby zagwizdać. Inni zachowywali się podobnie.
Byłam naprawdę pod wrażeniem takiego występu. Moim
skromnym zdaniem, było to profesjonalnie przygotowane i zastanawiałam się,
kiedy oni to ćwiczyli. Był początek roku szkolnego, a Rachel na przykład była
tak jak ja w pierwszej klasie, więc niby kiedy? Zdecydowałam, że muszę ją o to
zapytać.
Zeszli ze sceny i schowali się za kulisami.
Usłyszałam odgłosy zdziwienia, więc rozejrzałam się po auli, ale wszyscy byli
jak zaczarowani wpatrzeni w jakiś punkt na scenie. Też tam spojrzałam – na
środku stała niska kobieta o włosach tak rudych, że niemal pomarańczowych.
Miała lekko azjatyckie rysy. Miałam wrażenie, że pojawiła się tam znikąd, jakby
się tam teleportowała. Ktoś włączył dymiarkę, bo na wysokości jej nóg unosił
się dym.
- Witajcie, drodzy uczniowie! Dla tych, którzy
jeszcze mnie nie znają, chociaż powinni: jestem Megan Gardner, dyrektorka
Reflection Academy! - Przechadzała się swobodnie po scenie, lustrując uczniów.
– No, no, widzę, że w tym roku będzie ciekawie. Gratuluję dostania się do tej
prestiżowej placówki! Możecie być z siebie dumni, bo to nie lada wyczyn. Ale
teraz będzie jeszcze trudniej, możecie mi wierzyć na słowo. – Uczniowie
starszych klas się roześmiali, a mnie aż przeszły dreszcze. Dyrektorka
przeniosła spojrzenie na mnie. Patrzyła mi prosto w oczy. – Pamiętajcie, że
dobra muzyka to ta z uczuciami. Jeśli chcecie zajść daleko, musicie wiedzieć, o
czym śpiewacie. A więc przede wszystkim zaznać miłości! – Wykrzyknęła i
zjechała w dół, jakby była w niewidzialnej windzie.
Usłyszałam skrzypienie krzesła po mojej prawej. To
Lora wierciła się na krześle.
- Pewnie mają opuszczaną podłogę – szepnęła. Pff.
Ta to umie zepsuć zabawę. Wydawała się być w ogóle nie pod wrażeniem tego, co
się tu przed chwilą wydarzyło. W przeciwieństwie do mnie.
- Ale musisz przyznać, że wygląda to niesamowicie.
Zerknęła na mnie. Uśmiechnęła się ciepło, jak do
małego dziecka, które właśnie zrobiło coś rozczulającego.
- Tak.
Potem jakiś nauczyciel powiedział, żebyśmy poszli
na stołówkę na śniadanie. Przypomniało mi to o karcie, którą w pośpiechu
zapomniałam zabrać ze sobą. Okazało się, że Lora także.
- Pójdę po nie – zaproponowałam, a Lora
przytaknęła.
Karta była karnetem na jedzenie w szkolnej
stołówce. Słyszałam, że miejsce to jest imponujące, prawie jak jadalnia w
jakimś pałacu, ale nigdy w tam nie byłam. Musiałam się więc pospieszyć, żeby
zdążyć dołączyć do innych uczniów kierujących się na śniadanie, bo sama bym tam
nie trafiła.
Pognałam więc do pokoju. Szybko znalazłam kartę
Lory, ale znalezienie swojej zajęło mi chwilę. Wreszcie znalazłam ją w futerale
na skrzypce. Ja to mam kryjówki.
Po raz drugi tego dnia biegłam korytarzem, znowu na
aulę.
Niestety, nie było tam żywego ducha. Szlag.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz