Wpatrywałam się w rozmazany krajobraz za oknem.
Krowy i konie pasły się na soczyście zielonych polach. Ptaki śpiewały na
drzewach, a słońce przyjemnie grzało.
A ja siedziałam w taksówce do nowej szkoły.
- Przepraszam, ile będziemy jeszcze jechali? –
zapytałam kierowcy, miłego mężczyzny z nadwagą. Miał zabawne, odstające uszy i
małe, świecące oczka.
- Jesteśmy niedaleko. Jeszcze jakieś pięć minut.
- Uhm. Dziękuję.
Zerknęłam na notatnik na moich kolanach. Pamiętnik
mamy, kiedy była w moim wieku. Jedna z niewielu pamiątek, która mi po niej
została. Kiedy byłam zdenerwowana, lubiłam czytać stare notatniki mamy. Ten
dostałam od babci, kiedy zdecydowałam się chodzić do tej szkoły. Gdybym tam nie
poszła, pewnie nigdy bym go nie dostała.
Ale nie z tego powodu chciałam się tam uczyć. To
było o wiele bardziej skomplikowane.
Samochód zahamował. Stanęliśmy przy niewielkiej
stacji benzynowej.
- Jesteśmy na miejscu. Poproszę…
- Już daję pieniądze.
Kiedy zapłaciłam taksówkarzowi, ten wyjął z
bagażnika mój bagaż. Walizka, torba i dwa futerały. Jestem dużą dziewczynką.
Poradzę sobie.
Kierowca z powątpiewaniem popatrzył na mnie,
opakowaną tobołami.
- Dasz sobie radę?
Uśmiechnęłam się.
- Tak. Niech pan się nie martwi.
Taksówka odjechała. Zostałam sama.
Wyciągnęłam pogniecioną kartkę z kieszeni
dżinsowych szortów. Przeczytałam dopisek na jednej ze stron:
Kiedy już dojedziesz
na powyższy adres, zapytaj obsługę stacji o Reeda. On ci pomoże dotrzeć na
miejsce. Nikt prócz niego w tej okolicy nie wie, gdzie jest Akademia.
Westchnęłam. Już bardziej zagadkowo nie mogli tego
zrobić.
Weszłam do sklepu przy stacji. Żeby nie wyglądało
to dziwnie, kupiłam żelki, herbatniki i puszkę coli, którą zamierzałam zaraz
wypić. Potem zapytałam kasjerkę o rzeczonego Reeda, lecz ona powiedziała, że
już skończył pracę. Pięknie.
Wyszłam na świeże powietrze i usiadłam na
krawężniku. Jeszcze nawet tam nie dojechałam, a już zaczęły się problemy. Nikt
mi wcześniej nie powiedział, o której mam przyjechać. Chociaż, to po części
moja wina. Powinnam zapytać.
Zmarszczyłam brwi. Stało się. Teraz muszę
zdecydować, co zrobię.
Ale na pewno się nie poddam.
Wstałam, otrzepałam spodenki i wzięłam bagaż.
Ruszyłam dalej drogą, nie za bardzo wiedząc, dokąd dojdę.
Po dwudziestu minutach już nie uważałam tego za
taki dobry pomysł. Słońce cholernie grzało mnie w kark, a powietrze zdawało się
stać. Żadnego wiatru czy czegokolwiek, co mogłoby mnie ochłodzić. Pot ciekł
strumyczkiem po plecach, lepiąc koszulkę z ciałem. Colę wypiłam dawno temu i
jakoś wcześniej nie pomyślałam, żeby kupić wodę. Myślałam tylko o jednym: nie
poddam się i dojdę do celu.
Nuciłam coś pod nosem. Nie miałam za bardzo siły
śpiewać. Ale w głowie cały czas chodziła mi jedna piosenka. Nie wytrzymałam.
So we will drive as
far as we know
We’ve got but one mile to go
This is our fight
We can’t break this time
We’ve got all night
We’ve got but one mile to go
This is our fight
We can’t break this time
We’ve got all night
Nagle usłyszałam za sobą śmiech, więc cała czerwona
ucichłam. Gwałtownie się obróciłam, a torba zsunęła mi się z ramienia.
- Nie wierzę w swoje szczęście! Ty też idziesz do
szkoły? – zapytał chłopak.
Był wyższy ode mnie o głowę i smukły. Pofarbowane
na czerwono włosy tworzyły artystyczny nieład na jego głowie. Miał brązowe
oczy. Nosił t-shirta i krótkie spodenki, a na ramionach dźwigał plecak. W
jednej ręce też trzymał futerał od gitary, jak ja.
- Tak. Miałam zapytać na stacji o Reeda, ale…
- Już wyszedł – zgadł chłopak. W jego oczach
widziałam iskierki rozbawienia. – Ale numer! Tak w ogóle, jestem Finn. – Podał
mi rękę na przywitanie, a gdy zauważył, że nie mam jak nią potrząsnąć,
zaczerwienił się. – Daj, pomogę ci.
Podałam mu futerał z gitarą.
- Mam na imię Darcy. I dziękuję. – Uśmiechnęłam
się. Finn wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Więc ty pewnie jesteś z profilu idol? – Kiwnęłam
głową. - Ja też. Od dziecka marzyłem o czymś takim. Wykonywać muzykę i
wiedzieć, że ktoś poza mną czerpie z tego radość – zwierzył się.
- Cóż, ze mną jest inaczej – powiedziałam. –
Chciałam dostać się do Akademii Firleya i grać na skrzypcach. – Wskazałam na
drugi futerał, ten, który niosłam. – Mój brat zaproponował, żebym jeszcze
wzięła udział w przesłuchaniach ze śpiewu. Zgodziłam się głównie dlatego, żeby
zrobić mu przyjemność. Wiesz, moja mama była muzykiem i śpiewała. Kiedy już
mieli ogłosić wyniki, dyrektor powiedział mi, że się nie dostałam, ale ma dla
mnie inną propozycję. I to właśnie była ta szkoła. A teraz nawet nie wiem
dokładnie, gdzie ona jest.
Prychnął.
- No to ładnie cię urządzili. Ja dojechałem część
drogi autobusem, ale potem… Hej, popatrz!
Weszliśmy na szczyt wzgórza. Około pół kilometra
przed nami stała ogromna, ceglana budowla. Miała cztery wieże, sama posiadłość
była otoczona ogrodami. Zbudowana w stylu wiktoriańskim, posiadała
niezaprzeczalny urok.
- Chyba się zakochałam… - westchnęłam.
♪ ♫ ♪
- Dobrze, że przynajmniej cię przeprosili –
powiedział Finn, kiedy szliśmy korytarzem internatu. Mieścił się we wschodnim
skrzydle szkoły, a sekretariat, z którego wracaliśmy, w południowym.
- Właściwie, to nic takiego się nie stało –
rzuciłam.
Pot na mojej skórze już wysechł i cała się
kleiłam. Nogi miałam w pyle z drogi. Nie marzyłam o niczym innym, jak o prysznicu.
Miałam tylko nadzieję, ze każdy pokój miał własną
łazienkę. Proszę…
- Darcy, jeśli będziesz tak mówiła, nie będą się
tobą przejmowali. Zawalcz o swoje! – zaśmiał się.
Spojrzałam na Finna. W tym krótkim czasie, jakim
się znaliśmy, zdążyłam poczuć do niego sympatię. Promieniował optymizmem i
zarażał nim ludzi wokół. A przynajmniej mnie. Biła od niego taka siła i
serdeczność, która poprawiała humor. Miałam wrażenie, ze jeśli kiedykolwiek
miałabym problem, mogłabym zwrócić się do niego, a on bez wahania by pomógł.
Jednocześnie wydawał się osobą, która nie daje się wykorzystywać.
Tak, zdecydowanie go lubiłam.
- Hej, Finn – zaczęłam. Coś przyszło mi do głowy. –
Ja dowiedziałam się o tej szkole od dyrektora innej akademii. A ty? Jak się tu
dostałeś?
Odchrząknął i już otwierał usta, żeby mi
odpowiedzieć, kiedy jakaś brunetka, krzycząc jego imię, rzuciła go na kolana.
Dosłownie. Skoczyła mu na plecy, chociaż miał na nich plecak i oboje polecieli
na ziemię.
Zamurowało mnie. Stałam tam jak słup soli, poruszając
ustami jak ryba próbująca złapać powietrze. Musiałam wyglądać szalenie
inteligentnie.
Ale Finn zaczął się śmiać.
- Rachel! Dobrze cię widzieć!
Wstali i dziewczyna wzięła od niego futerał, po
czym spojrzała na mnie. Teraz zauważyłam, że była bardzo podobna do Finna -
miała takie same brązowe oczy okolone gęstymi, czarnymi rzęsami.
- Ciebie też! – odpowiedziała. Zlustrowała mnie od
stóp do czubka głowy, a ja poczułam się jeszcze brudniejsza. Ale ona się
uśmiechnęła. – Nieźle sobie radzisz, młody. Pierwszy dzień, a ty już prowadzasz
się z dziewczyną.
Twarz Finna przybrała kolor podobny do jego włosów,
na co tym razem ja się zaśmiałam.
- Dzięki za pomoc, Finn. – Odebrałam od niego
pokrowiec na gitarę. – A dziewczyna ma na imię Darcy, cześć.
- Darcy. Ciekawie. Ja mam na imię Rachel i jestem
siostrą bliźniaczką tego tutaj. – Kiwnęła głową na czerwonowłosego.
- Domyśliłam się. W każdym razie, jeszcze raz
dziękuję i na razie!
Odeszłam, czując na plecach wzrok rodzeństwa.
Weszłam na kolejne piętro, szukając drzwi z numerem 137. Po jakimś czasie
znalazłam je na końcu korytarza.
Weszłam do pokoju. Moja współlokatorka jeszcze nie
przyjechała, więc wszystko było w nienaruszonym stanie. Łóżko piętrowe, na
przeciwko dwa biurka z lampkami. Komoda i szafa stały nieopodal okna
wchodzącego na ogrody. Oraz, co w tamtej chwili było najważniejsze, kolejne
drzwi.
Upragniona łazienka.