wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 3

Wpatrywałam się w pustą salę. Niespodziewanie usłyszałam za pleców:
- Wszyscy już poszli.
Obróciłam się. Właścicielem głosu okazał się chłopak w okularach, który wykonywał na apelu piosenkę. Teraz, kiedy koło niego stałam, wydawał się wysoki, coś koło metra dziewięćdziesięciu. Miał ciemne, prawie że czarne oczy i kolczyki w uszach.
- Ekhem, zauważyłam - burknęłam. Nie chciałam być dla niego niemiła, ale cała sytuacja mnie denerwowała: spóźniłam się, czego nie cierpiałam, zapomniałam karty, więc musiałam się po nią wrócić, a w dodatku nie wiedziałam, gdzie jest stołówka. Byłam naprawdę wkurzona.
- Prawda, nie da się tego przeoczyć. Czemu jesteś tutaj, a nie na śniadaniu?
Zrobiłam się czerwona. Już miałam na końcu języka nieprzyjemną odpowiedź, ale się wstrzymałam. Chłopak mógł mnie przecież tam zaprowadzić, więc powinnam zachowywać się w stosunku do niego grzecznie.
- Zgubiłam się - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Pomyślałam, że może ktoś został na auli i mógłby pomóc mi znaleźć stołówkę. - Spojrzałam na niego z nadzieją.
Lecz on miał w oczach tylko obojętność.
- Jak już mówiłem, nikogo tu nie ma. A teraz proszę, wyjdź, bo muszę zamknąć salę.
Wyciągnął z kieszeni pęk kluczy, a ja skrzywiłam się i oparłam o ścianę. Gbur. Ja tu ślicznie, miło, ładnie, a on takie coś.
- Jesteś niekulturalny - mruknęłam pod nosem. Chłopak prychnął, więc musiał mnie usłyszeć. Oj, bardzo mi przykro.
Momentalnie mnie olśniło. Przecież on też idzie na stołówkę, nie jest przecież jakimś robotem, który nic nie je. Po prostu na niego poczekam. A że swoim zachowaniem mnie nie zachwycił, to się z nim trochę podroczę. Co mi szkodzi.
Kiedy ruszył korytarzem przed siebie, ja podążyłam za nim. Obcasy jego butów stukały o drewniany parkiet. Zaczęłam lekko dyszeć, bo musiałam przyspieszyć kroku - facet szybko chodził. Pewnie zdawał sobie sprawę z mojej obecności, ale po prostu mnie ignorował. Niedoczekanie.
- A tak w ogóle - wysapałam - to jestem Darcy. Pierwszoklasistka na profilu idol. Ty pewnie też raczej wykonujesz? Bo fajnie tam występowałeś, znaczy, śpiewałeś. - Jak już mam coś mówić, to prawdę. - Długo już to robisz? Bo miałam takie wrażenie, że masz jakieś doświadczenie. No wiesz, w występowaniu. Ja to tylko kilka razy w szkole śpiewałam i to jeszcze kolędy na jasełkach. Jak by mi teraz ktoś teraz pokazał nagrania, to bym się chyba spaliła ze wstydu. A ty jak byłeś mały, to też tak śpiewałeś?
W jednej chwili zatrzymał się przed jakimiś dużymi drzwiami, aż na niego wpadłam.
- Oj, pardon - wypaliłam.
Obrócił się do mnie z uśmiechem, który był bardzo specyficzny, ale nie wiedziałam, jak go nazwać. Ochrzciłam go więc jego uśmieszkiem.
- Ale z ciebie papla. Masz tą swoją stołówkę, spryciulo. - Musiałam zrobić jakąś głupią minę, bo powiedział: - Myślałaś, że nie zauważyłem? Darcy, jesteś tak skomplikowana, jak budowa cepa. No nic. Na razie.
I już go nie było. A ja stałam tam, zamurowana przez jego słowa. Zagotowałam się.
- Powiedział byś chociaż, jak się nazywasz! - krzyknęłam za nim. Ale on mnie już nie słyszał, był za daleko. Przeklęte długie nogi.
Prychnęłam niczym kotka. Otworzyłam jedną stronę dwuskrzydłowych drzwi i weszłam do jadalni.
Byłam zirytowana, ale kiedy zobaczyłam wystrój sali, zeszłam z tonu. Pokój był ogromny, wielkości podobnej do auli. Na ścianach widniały przepiękne graffiti. Wszystko było urządzone w bardzo nowoczesnym stylu. Metalowe stoły były poustawiane w czterech długich rzędach na całej długości pomieszczenia. Teraz były zapełnione uczniami spożywającymi śniadanie.
Z jednej strony było piętro podtrzymywane przez marmurowe kolumny. Siedzieli tam dorośli przy stołach i rozmawiali, przegryzając rogaliki popijane kawą. Pod nimi znajdował się bufet, do którego ustawiła się długa kolejka. Na jej końcu zauważyłam Rachel. Stanęłam za nią i zagadałam:
- Cześć. Darcy, koleżanka Finna, jakby co.
Obróciła się zdziwiona, ale kiedy zobaczyła moją twarz, uspokoiła się.
- Pamiętam. - Zmarszczyła brwi. - Coś taka zdenerwowana?
- Twój współ-śpiewający mnie wkurzył. Właściwie, to kiedy wy to wszystko ćwiczyliście? Przecież jesteś w pierwszej klasie.
- Lucas też jest na pierwszym roku. - Westchnęła i przesunęła się wraz z kolejką do przodu. - Chyba nie wiesz, że Reflection Academy organizuje także obozy. Byliśmy tutaj w te wakacje, wtedy przygotowaliśmy ten układ. Dzisiaj rano Dean poprosił nas, żebyśmy wystąpili, bo nie ma jakiegoś Reeda. - W tym momencie w mojej głowie zapaliła się lampka. - A zaczęliśmy dopiero dziesięć po ósmej, bo Lucas zapomniał się przebrać i musiał jeszcze pójść zmienić strój. Czasami straszna z niego ciamajda.
Znowu posunęłyśmy się do przodu.
- Czyli że znasz tu trochę osób? - spytałam, rozglądając się po sali. Nigdzie nie widziałam Lory, a miałam jej kartę. Bez niej nie mogła nic wziąć do jedzenia.
Rachel stanęła przed ladą. Chwilę później obie miałyśmy swoje posiłki na tackach i szukałyśmy wolnych miejsc.
- No, trochę twarzy kojarzę - zaśmiała się, siadając na krześle. Usadowiłam się obok niej.
Moje spojrzenie przelatywało przez twarze uczniów. zwracała jedna osoba. Chłopak o nażelowanych brązowych włosach, otoczony tabunem długonogich, chudych lalek. Inne dziewczyny, takie zwyczajniej wyglądające, także na niego co chwila zerkały. Chłopcy patrzyli na niego spod zmrużonych powiek, zazdroszcząc mu sytuacji, w jakiej się znajdował. Ale on wydawał się mieć ich w głębokim poważaniu, zainteresowany tylko sobą lub płcią piękną dookoła niego.
- A tamten? Kto to? - zapytałam, wpatrując się w chłopaka.
- Masz na myśli Colina? Widzisz - wskazała go palcem - to nasz taki szkolny bożyszcze nastolatek. Ciągle z którąś kręci, flirtuje. A one, głupie, dają się nabierać. - Colin coś powiedział, a zebrane wokół niego dziewczyny zgodnie zachichotały. – Chociaż jedno trzeba mu przyznać. Ma facet talent. Hipnotyzujący głos, magiczne ciało i kopalnię pomysłów. Cud chłopak.
- Hm - mruknęłam, nadal obserwując chłopaka.
Znowu się zaśmiali, a wtedy on obrócił głowę i skierował swój wzrok na mnie. Spojrzenie było tak boskie, jak cały nastolatek: brązowozłote, z piękną oprawą oczu. Colin uśmiechnął się, jakby zobaczył coś innego niż zwykle, a ja zdałam sobie sprawę, że przyglądam się mu jak jakiemuś eksperymentowanemu zwierzęciu. Zrobiłam się czerwona.
Nagle coś głośno stuknęło, aż podskoczyłam na krześle, a Rachel pisnęła.
- Co tam, dziewczęta? - zapytał Finn, dosiadając się do naszego stolika.
- Rany, człowieku! - warknęła jego siostra przez zaciśnięte zęby. - Nigdy więcej tak nie rób!
Rozpromieniony Finn wyszczerzył zęby.
- Sorry, chciałem tylko dopłacić się Darcy za ten numer, który dzisiaj rano mi wywinęła. - W odpowiedzi pokazałam mu język.
Potem szukałam jeszcze Lory, ale nigdzie jej nie widziałam. Jakby zapadła się pod ziemię. Zaczęłam się trochę martwić, ale stłumiłam to uczucie w zarodku. Nie jest małym dzieckiem, poradzi sobie.
Colin ani razu więcej na mnie nie spojrzał.

♪ ♫ ♪

- Teraz już rozumiesz, dlaczego nie lubię bekonu? - zakończył wyjaśniać Finn.
Zaśmiałam się, po czym przybrałam poważną minę.
- Tak. Ty to miałeś ciężkie dzieciństwo - powiedziałam, wchodząc do klasy.
W ostatniej momencie, bo chwilę później zadzwonił dzwonek. Sala mieściła kilkanaście ławek, biurko, tablicę i pianino z tyłu. Koło niego stały jeszcze inne instrumenty, takie jak gitara czy bębny.
Czerwonowłosy zajął miejsce z tyłu, od oknem. Poklepał krzesło obok siebie. Bez wahania usiadłam koło niego. Co prawda czułam się nieco zobowiązana wobec Lory, ale od wydarzenia na auli nigdzie jej nie widziałam.
Uczniowie zajmowali miejsca, a ja żartowałam z Finnem. Kiedy do sali wszedł wysoki mężczyzna z mocno zarysowaną szczęką, kilka dziewcząt westchnęło.
- Wszyscy są? - zapytał, lustrując wzrokiem klasę. Wszyscy ucichli. Ojć, więc to był nauczyciel... - Jak widzę, nie. Dobrze! - Klasnął w dłonie. - Witam, moi drodzy, w Reflection Academy! Nazywam się Dean Sunshiner i będę waszym wychowawcą przez najbliższy rok. Jestem... - Przerwał, bo drzwi gwałtownie się otworzyły. Do sali wpadli, przepraszając za spóźnienie, Lora, Lucas i...
Mój. Słodki. Boże.
Śpiewający Pływak.
- Dean Sunshiner był kiedyś wielką gwiazdą muzyki klasycznej, a później popu. Później miał jakiś wypadek przy pracy i musiał zakończyć karierę - szepnął do mnie Finn, ale kiedy zauważył, ze wpatruję się w Pływaka, urwał. - Ale ciebie chyba interesuje ktoś inny...
Gwałtownie obróciłam się i z palącymi policzkami warknęłam:
- Wcale nie! Przecież cię słucham. - Popatrzył na mnie, jakby mi nie wierzył. - Mówię prawdę!
- W każdym razie - kontynuował nauczyciel - jestem tu po to, żeby wam pomagać, więc mówcie mi po imieniu. - Błysnął białymi zębami. - Pod koniec zajęć dam wam kartki z planem lekcji, szkolnych wydarzeń i wycieczek. Jeszcze tylko coś ogłoszę i zaczniemy zwyczajną lekcję. Proszę, niech ręce podniosą osoby na profilu idol. - Uniosłam dłoń, podobnie jak połowa uczniów. Potem Dean poprosił o to samo kompozytorów. - Okej. Jak widzicie, macie zajęcia razem. Nie chcemy was separować. Co więcej, pod koniec semestru każdy z was będzie musiał wybrać partnera z drugiego profilu, niekoniecznie z tej klasy. Można też z innych dwóch równoległych. W przyszłym roku to właśnie z tą osobą będziecie pracowali, tworząc piosenki. Dwa najlepsze duety dostaną w przyszłym semestrze szansę debiutu. - Po klasie rozeszły się odgłosy zdumienia i zadowolenia. - Żebyście zrozumieli, o co chodzi, dobiorę was w pary. Będziecie musieli nagrać z nią piosenkę. Kompozytor napisze muzykę, a idol słowa i wykona utwór. Oh, jeszcze jedno. - Wychowawca oparł się o pierwszą ławkę i uśmiechnął porozumiewawczo. - Nie wolno wam wdawać się w żadne romanse. Jeśli kogoś nakryjemy, zostanie on surowo ukarany.
Poleciały komentarze w stylu: "Czego wy od nas oczekuje?!", "Jesteśmy tylko nastolatkami!" albo "Po co ja przyszedłem do tej szkoły". Finn trząsł się ze śmiechu, a ja obserwowałam wszystkich z powątpiewaniem. Dean wziął z biurka jakąś kartkę i zaczął czytać.
- A więc tak: Lora z Chrisem, Finn z Joy, Clary z Rose, Darcy z Lucasem...
Zaskoczona spojrzałam na swojego partnera. Lucas uśmiechnął się swoim uśmieszkiem i pomachał do mnie ręką.

- Ja to mam szczęście...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz