wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 3

Wpatrywałam się w pustą salę. Niespodziewanie usłyszałam za pleców:
- Wszyscy już poszli.
Obróciłam się. Właścicielem głosu okazał się chłopak w okularach, który wykonywał na apelu piosenkę. Teraz, kiedy koło niego stałam, wydawał się wysoki, coś koło metra dziewięćdziesięciu. Miał ciemne, prawie że czarne oczy i kolczyki w uszach.
- Ekhem, zauważyłam - burknęłam. Nie chciałam być dla niego niemiła, ale cała sytuacja mnie denerwowała: spóźniłam się, czego nie cierpiałam, zapomniałam karty, więc musiałam się po nią wrócić, a w dodatku nie wiedziałam, gdzie jest stołówka. Byłam naprawdę wkurzona.
- Prawda, nie da się tego przeoczyć. Czemu jesteś tutaj, a nie na śniadaniu?
Zrobiłam się czerwona. Już miałam na końcu języka nieprzyjemną odpowiedź, ale się wstrzymałam. Chłopak mógł mnie przecież tam zaprowadzić, więc powinnam zachowywać się w stosunku do niego grzecznie.
- Zgubiłam się - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Pomyślałam, że może ktoś został na auli i mógłby pomóc mi znaleźć stołówkę. - Spojrzałam na niego z nadzieją.
Lecz on miał w oczach tylko obojętność.
- Jak już mówiłem, nikogo tu nie ma. A teraz proszę, wyjdź, bo muszę zamknąć salę.
Wyciągnął z kieszeni pęk kluczy, a ja skrzywiłam się i oparłam o ścianę. Gbur. Ja tu ślicznie, miło, ładnie, a on takie coś.
- Jesteś niekulturalny - mruknęłam pod nosem. Chłopak prychnął, więc musiał mnie usłyszeć. Oj, bardzo mi przykro.
Momentalnie mnie olśniło. Przecież on też idzie na stołówkę, nie jest przecież jakimś robotem, który nic nie je. Po prostu na niego poczekam. A że swoim zachowaniem mnie nie zachwycił, to się z nim trochę podroczę. Co mi szkodzi.
Kiedy ruszył korytarzem przed siebie, ja podążyłam za nim. Obcasy jego butów stukały o drewniany parkiet. Zaczęłam lekko dyszeć, bo musiałam przyspieszyć kroku - facet szybko chodził. Pewnie zdawał sobie sprawę z mojej obecności, ale po prostu mnie ignorował. Niedoczekanie.
- A tak w ogóle - wysapałam - to jestem Darcy. Pierwszoklasistka na profilu idol. Ty pewnie też raczej wykonujesz? Bo fajnie tam występowałeś, znaczy, śpiewałeś. - Jak już mam coś mówić, to prawdę. - Długo już to robisz? Bo miałam takie wrażenie, że masz jakieś doświadczenie. No wiesz, w występowaniu. Ja to tylko kilka razy w szkole śpiewałam i to jeszcze kolędy na jasełkach. Jak by mi teraz ktoś teraz pokazał nagrania, to bym się chyba spaliła ze wstydu. A ty jak byłeś mały, to też tak śpiewałeś?
W jednej chwili zatrzymał się przed jakimiś dużymi drzwiami, aż na niego wpadłam.
- Oj, pardon - wypaliłam.
Obrócił się do mnie z uśmiechem, który był bardzo specyficzny, ale nie wiedziałam, jak go nazwać. Ochrzciłam go więc jego uśmieszkiem.
- Ale z ciebie papla. Masz tą swoją stołówkę, spryciulo. - Musiałam zrobić jakąś głupią minę, bo powiedział: - Myślałaś, że nie zauważyłem? Darcy, jesteś tak skomplikowana, jak budowa cepa. No nic. Na razie.
I już go nie było. A ja stałam tam, zamurowana przez jego słowa. Zagotowałam się.
- Powiedział byś chociaż, jak się nazywasz! - krzyknęłam za nim. Ale on mnie już nie słyszał, był za daleko. Przeklęte długie nogi.
Prychnęłam niczym kotka. Otworzyłam jedną stronę dwuskrzydłowych drzwi i weszłam do jadalni.
Byłam zirytowana, ale kiedy zobaczyłam wystrój sali, zeszłam z tonu. Pokój był ogromny, wielkości podobnej do auli. Na ścianach widniały przepiękne graffiti. Wszystko było urządzone w bardzo nowoczesnym stylu. Metalowe stoły były poustawiane w czterech długich rzędach na całej długości pomieszczenia. Teraz były zapełnione uczniami spożywającymi śniadanie.
Z jednej strony było piętro podtrzymywane przez marmurowe kolumny. Siedzieli tam dorośli przy stołach i rozmawiali, przegryzając rogaliki popijane kawą. Pod nimi znajdował się bufet, do którego ustawiła się długa kolejka. Na jej końcu zauważyłam Rachel. Stanęłam za nią i zagadałam:
- Cześć. Darcy, koleżanka Finna, jakby co.
Obróciła się zdziwiona, ale kiedy zobaczyła moją twarz, uspokoiła się.
- Pamiętam. - Zmarszczyła brwi. - Coś taka zdenerwowana?
- Twój współ-śpiewający mnie wkurzył. Właściwie, to kiedy wy to wszystko ćwiczyliście? Przecież jesteś w pierwszej klasie.
- Lucas też jest na pierwszym roku. - Westchnęła i przesunęła się wraz z kolejką do przodu. - Chyba nie wiesz, że Reflection Academy organizuje także obozy. Byliśmy tutaj w te wakacje, wtedy przygotowaliśmy ten układ. Dzisiaj rano Dean poprosił nas, żebyśmy wystąpili, bo nie ma jakiegoś Reeda. - W tym momencie w mojej głowie zapaliła się lampka. - A zaczęliśmy dopiero dziesięć po ósmej, bo Lucas zapomniał się przebrać i musiał jeszcze pójść zmienić strój. Czasami straszna z niego ciamajda.
Znowu posunęłyśmy się do przodu.
- Czyli że znasz tu trochę osób? - spytałam, rozglądając się po sali. Nigdzie nie widziałam Lory, a miałam jej kartę. Bez niej nie mogła nic wziąć do jedzenia.
Rachel stanęła przed ladą. Chwilę później obie miałyśmy swoje posiłki na tackach i szukałyśmy wolnych miejsc.
- No, trochę twarzy kojarzę - zaśmiała się, siadając na krześle. Usadowiłam się obok niej.
Moje spojrzenie przelatywało przez twarze uczniów. zwracała jedna osoba. Chłopak o nażelowanych brązowych włosach, otoczony tabunem długonogich, chudych lalek. Inne dziewczyny, takie zwyczajniej wyglądające, także na niego co chwila zerkały. Chłopcy patrzyli na niego spod zmrużonych powiek, zazdroszcząc mu sytuacji, w jakiej się znajdował. Ale on wydawał się mieć ich w głębokim poważaniu, zainteresowany tylko sobą lub płcią piękną dookoła niego.
- A tamten? Kto to? - zapytałam, wpatrując się w chłopaka.
- Masz na myśli Colina? Widzisz - wskazała go palcem - to nasz taki szkolny bożyszcze nastolatek. Ciągle z którąś kręci, flirtuje. A one, głupie, dają się nabierać. - Colin coś powiedział, a zebrane wokół niego dziewczyny zgodnie zachichotały. – Chociaż jedno trzeba mu przyznać. Ma facet talent. Hipnotyzujący głos, magiczne ciało i kopalnię pomysłów. Cud chłopak.
- Hm - mruknęłam, nadal obserwując chłopaka.
Znowu się zaśmiali, a wtedy on obrócił głowę i skierował swój wzrok na mnie. Spojrzenie było tak boskie, jak cały nastolatek: brązowozłote, z piękną oprawą oczu. Colin uśmiechnął się, jakby zobaczył coś innego niż zwykle, a ja zdałam sobie sprawę, że przyglądam się mu jak jakiemuś eksperymentowanemu zwierzęciu. Zrobiłam się czerwona.
Nagle coś głośno stuknęło, aż podskoczyłam na krześle, a Rachel pisnęła.
- Co tam, dziewczęta? - zapytał Finn, dosiadając się do naszego stolika.
- Rany, człowieku! - warknęła jego siostra przez zaciśnięte zęby. - Nigdy więcej tak nie rób!
Rozpromieniony Finn wyszczerzył zęby.
- Sorry, chciałem tylko dopłacić się Darcy za ten numer, który dzisiaj rano mi wywinęła. - W odpowiedzi pokazałam mu język.
Potem szukałam jeszcze Lory, ale nigdzie jej nie widziałam. Jakby zapadła się pod ziemię. Zaczęłam się trochę martwić, ale stłumiłam to uczucie w zarodku. Nie jest małym dzieckiem, poradzi sobie.
Colin ani razu więcej na mnie nie spojrzał.

♪ ♫ ♪

- Teraz już rozumiesz, dlaczego nie lubię bekonu? - zakończył wyjaśniać Finn.
Zaśmiałam się, po czym przybrałam poważną minę.
- Tak. Ty to miałeś ciężkie dzieciństwo - powiedziałam, wchodząc do klasy.
W ostatniej momencie, bo chwilę później zadzwonił dzwonek. Sala mieściła kilkanaście ławek, biurko, tablicę i pianino z tyłu. Koło niego stały jeszcze inne instrumenty, takie jak gitara czy bębny.
Czerwonowłosy zajął miejsce z tyłu, od oknem. Poklepał krzesło obok siebie. Bez wahania usiadłam koło niego. Co prawda czułam się nieco zobowiązana wobec Lory, ale od wydarzenia na auli nigdzie jej nie widziałam.
Uczniowie zajmowali miejsca, a ja żartowałam z Finnem. Kiedy do sali wszedł wysoki mężczyzna z mocno zarysowaną szczęką, kilka dziewcząt westchnęło.
- Wszyscy są? - zapytał, lustrując wzrokiem klasę. Wszyscy ucichli. Ojć, więc to był nauczyciel... - Jak widzę, nie. Dobrze! - Klasnął w dłonie. - Witam, moi drodzy, w Reflection Academy! Nazywam się Dean Sunshiner i będę waszym wychowawcą przez najbliższy rok. Jestem... - Przerwał, bo drzwi gwałtownie się otworzyły. Do sali wpadli, przepraszając za spóźnienie, Lora, Lucas i...
Mój. Słodki. Boże.
Śpiewający Pływak.
- Dean Sunshiner był kiedyś wielką gwiazdą muzyki klasycznej, a później popu. Później miał jakiś wypadek przy pracy i musiał zakończyć karierę - szepnął do mnie Finn, ale kiedy zauważył, ze wpatruję się w Pływaka, urwał. - Ale ciebie chyba interesuje ktoś inny...
Gwałtownie obróciłam się i z palącymi policzkami warknęłam:
- Wcale nie! Przecież cię słucham. - Popatrzył na mnie, jakby mi nie wierzył. - Mówię prawdę!
- W każdym razie - kontynuował nauczyciel - jestem tu po to, żeby wam pomagać, więc mówcie mi po imieniu. - Błysnął białymi zębami. - Pod koniec zajęć dam wam kartki z planem lekcji, szkolnych wydarzeń i wycieczek. Jeszcze tylko coś ogłoszę i zaczniemy zwyczajną lekcję. Proszę, niech ręce podniosą osoby na profilu idol. - Uniosłam dłoń, podobnie jak połowa uczniów. Potem Dean poprosił o to samo kompozytorów. - Okej. Jak widzicie, macie zajęcia razem. Nie chcemy was separować. Co więcej, pod koniec semestru każdy z was będzie musiał wybrać partnera z drugiego profilu, niekoniecznie z tej klasy. Można też z innych dwóch równoległych. W przyszłym roku to właśnie z tą osobą będziecie pracowali, tworząc piosenki. Dwa najlepsze duety dostaną w przyszłym semestrze szansę debiutu. - Po klasie rozeszły się odgłosy zdumienia i zadowolenia. - Żebyście zrozumieli, o co chodzi, dobiorę was w pary. Będziecie musieli nagrać z nią piosenkę. Kompozytor napisze muzykę, a idol słowa i wykona utwór. Oh, jeszcze jedno. - Wychowawca oparł się o pierwszą ławkę i uśmiechnął porozumiewawczo. - Nie wolno wam wdawać się w żadne romanse. Jeśli kogoś nakryjemy, zostanie on surowo ukarany.
Poleciały komentarze w stylu: "Czego wy od nas oczekuje?!", "Jesteśmy tylko nastolatkami!" albo "Po co ja przyszedłem do tej szkoły". Finn trząsł się ze śmiechu, a ja obserwowałam wszystkich z powątpiewaniem. Dean wziął z biurka jakąś kartkę i zaczął czytać.
- A więc tak: Lora z Chrisem, Finn z Joy, Clary z Rose, Darcy z Lucasem...
Zaskoczona spojrzałam na swojego partnera. Lucas uśmiechnął się swoim uśmieszkiem i pomachał do mnie ręką.

- Ja to mam szczęście...

Rozdział 2

   Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Wczoraj byłam tak padnięta, że po wejściu do pokoju umyłam się i zasnęłam. Nie poszłam nawet na kolację, więc o w pół do siódmej rano byłam całkiem głodna.
   Kiedy wstałam, zauważyłam na podłodze nieznaną mi walizkę. Spojrzałam na górną część łóżka – moja współlokatorka wczoraj przyjechała i teraz spała.
   Ubrałam się w szkolny mundurek, na który składały się niezbyt oryginalne koszula, krawat i spódnica w … kratę. Była jeszcze marynarka, ale na dworze było ciepło, więc jej nie zakładałam. Wzięłam zakupione wcześniej herbatniki i wyszłam z pokoju.
   Przez jakiś czas spacerowałam po szkolnych ogrodach, przegryzając ciastka. Podziwiałam urodę i magię tego miejsca. Nigdy nie miałam ogrodu, od zawsze mieszkałam w centrum miasta. Nie byłam przyzwyczajona do takiej ilości zieleni. Ale bardzo mi się to spodobało i nabrałam pewności, że będę przychodzić tu częściej. Chciałam odkrywać tajemnice ogrodów – a byłam pewna, że na bank jakieś posiadają.
   Przechadzając się pomiędzy drzewami, doszłam do niewielkiego jeziorka. Wtedy usłyszałam muzykę.
   Znaczy, pewnie, powinnam się tego spodziewać. Przecież to była szkoła muzyczna. Ale wtedy wmurowało mnie i mogłam tylko patrzeć i słuchać.

Nothing to do
Nowhere to be
A simple little kind of free
Nothing to do
No one to be
Is it really hard to see
Why I'm perfectly lonely
I'm perfectly lonely
I'm perfectly lonely
I'm perfectly lonely, yeah
'Cause I don't belong to anyone
Nobody belongs to me 

   Chłopak pływał na plecach i chyba właśnie kończył, bo przestał śpiewać i podpłynął kraulem do brzegu. Zauważyłam sportową torbę i ubrania rzucone koło niej. Wyszedł z wody i zaczął zsuwać kąpielówki, ale wtedy stwierdziłam, że obejrzałam już wystarczająco i obróciłam głowę.
   Wracając do pokoju, myślałam o Śpiewającym Pływaku. Bo z pewnością pływał więcej niż tylko teraz, miał pięknie wyrzeźbione mięśnie ramion, klatki piersiowej i nóg. Był przystojny - wiedziałam o tym nawet bez dokładnego przyglądania się postaci i twarzy chłopaka. Wysoki i szczupły, z tamtej odległości widziałam tylko, że miał czarne włosy. Byłam ciekawa, czy będzie w mojej klasie. Wtedy mogłabym podziwiać go podczas lekcji, zaśmiałam się.
   Na korytarzu kręciło się parę osób ubranych w te same stroje, ale nie znałam nikogo z nich, więc tylko cicho przemknęłam na swoje piętro. Kiedy otworzyłam drzwi z numerem 137, dziewczyna nadal leżała na łóżku. Kołdra równo podnosiła się i opadała, kiedy śpiąca postać oddychała. Najwyraźniej nie miała zamiaru w najbliższym czasie wstawać.
   Westchnęłam i spojrzałam na zegar na ścianie. Dochodziła siódma, a apel był o ósmej. Postanowiłam, że w razie czego obudzę ją dziesięć po.
   Schowałam herbatniki i usiadłam na łóżku. Wyciągnęłam MP3 i puściłam piosenkę, którą śpiewał Pływak - Perfectly Lonely Johna Mayera - żeby przypadkiem nie zasnąć. Mimowolnie nuciłam pod nosem, kiwając głową w rytm muzyki.
   Nagle łóżko się zatrzęsło. Zdjęłam słuchawki. Usłyszałam jęk, a potem okrzyk niedowierzenia. Moja współlokatorka zeskoczyła z łóżka i wdzięcznie wylądowała na podłodze. W pośpiechu wyjmowała ze swojej walizki ubrania. Obróciła się, by pójść do łazienki, ale wtedy zobaczyła mnie i wrzasnęła na całe gardło. Przestraszona zrobiła krok do tyłu, potknęła się o walizkę i spadła na ziemię.
   Zaniepokojona podeszłam do niej i podałam rękę.
   - Nic sobie nie zrobiłaś? – zapytałam.
   Oszołomiona, mrugała szybko powiekami. Na jej policzkach kwitły rumieńce.
   - Rany, mogłaś jakoś dać znać, że tam jesteś! – powiedziała, podnosząc się i masując dolną część pleców. – No nic, stało się. Tak w ogóle, jestem Loretta Accardi, ale mów mi Lora.
   Miała włoską urodę, a sądząc po nazwisku, także pochodzenie. Jej falowane włosy sięgały do pasa i były tak czarne, że dało się zauważyć błyski granatu. Teraz były poplątane i nachodziły na jej duże, zielone oczy okolone czarnymi rzęsami. Biała bluzka od piżamy ładnie kontrastowała z oliwkową cerą. Lora była niższa ode mnie, ale niewiele. Miała imponującą figurę w kształcie klepsydry.
   Słowem, mieszkałam z nie lada pięknością.

♪ ♫ ♪

   Szkolne korytarze były puste, wszędzie panowała cisza. Dało się tylko słyszeć stukot dwóch par butów.
   - Darcy, poczekaj! – jęczała Lora, próbując mnie dogonić na swoich butach na wysokim obcasie. Czasami warto było nosić zwyczajne trampki.
   - Trzeba było się dłużej szykować – odpowiedziałam sarkastycznie. W tamtej chwili nawet nie próbowałam być miła, byłam za bardzo zdenerwowana.
   Wszyscy już byli na auli szkolnej. Byłyśmy spóźnione prawie dziesięć minut na apel, bo Lora w ostatniej chwili sobie przypomniała, że musi się przecież jeszcze umalować. Chociaż podejrzewam, że pewnie i tak ograniczyła się do minimum.
   W końcu dotarłyśmy na aulę. Całe zdyszane przepychałyśmy się do przodu, szukając naszej klasy. Bo okazało się, że Lora też jest w 1-1 i tak jak ja śpiewa.
   Szybko zauważyłam czerwoną czuprynę na samym przodzie, więc skierowałam się tam, ciągnąc ze sobą nową koleżankę. Na szczęście obok były dwa wolne miejsca, więc bez problemu tam usiadłyśmy. Trochę dziwne. Pierwszy rząd i puste siedzenia.
   Czerwonowłosy był odwrócony do mnie tyłem, bo akurat z kimś rozmawiał. Nachyliłam się więc i szepnęłam mu do ucha:
   - Dzień dobry, Finn.
   Nigdy nie zapomnę tego wrzasku, który wydał z siebie wtedy chłopak.
   Jego rozmówca i ja pokładaliśmy się ze śmiechu, Lora patrzyła na nas z politowaniem, a sam Finn przybrał kolor swoich włosów. Potem uśmiechnął się sarkastycznie.
   - Darcy. Jakże miło wiedzieć twoją twarz o poranku. – Widocznie nie zdenerwował się i wziął ten żart na luzie. Kiwnął głową na swojego kolegę, jasnego blondyna ze złotymi kolczykami w uszach, który miał niesamowite turkusowe oczy. – To Shane, jestem z nim w pokoju.
   - Hej – przywitał się chłopak, rzucając uroczy uśmiech z dołeczkami. Miałam wrażenie, że był skierowany raczej do mojej koleżanki niż do mnie. Dziewczyna prychnęła, założyła nogę na nogę i zwróciła swoje spojrzenie na scenę.
   Uśmiechnęłam się przepraszająco i wskazałam ręką na moją współlokatorkę.
   - Lora. Nie jest za bardzo w humorze. – Zerknęłam na scenę, która ku mojemu zdziwieniu była pusta. Żadnej żywej duszy. – Jest już po ósmej. Czemu apel się nie zaczął?
   - Bo nie ma jakiegoś faceta, który miał wykonywać piosenkę – odpowiedział Shane. – Teraz próbują wykombinować kogoś na jego miejsce, ale… - Chłopak przerwał, bo nagle zgasły światła. – Chyba już sobie poradzili.
   Perkusja, a raczej bębny rozbrzmiały. Snop światła padł na dziewczynę stojącą na scenie. Była to Rachel, ubrana w białą koszulkę i spódniczkę. Przy twarzy miała przyczepiony mikrofon. Zaczęła śpiewać:

Give me a second I,
I need to get my story straight
My friends are in the bathroom getting higher than the Empire State

   Kolejny reflektor wskazał chłopaka przy wejściu na aulę. Miał czarne, rozwichrzone włosy i tego samego koloru okulary. Nosił też białego t-shirta i spodnie. Tym razem on zaśpiewał.

My lover she's waiting for me just across the bar
My seat's been taken by some sunglasses asking bout a scar, and

   Wyśpiewywali kolejne wersy piosenki, a brunet z kolejnymi słowami zbliżał się do Rachel. Kiedy zabrzmiały słowa So if by the time the bar closes, And you feel like falling down, I'll carry you home, światła ponownie zgasły. Okazało się, że Rachel I chłopak mają na koszulkach fluorescencyjny napis Have Fun!, a za nimi stoi zespół tancerzy z także świecącymi w ciemnościach koszulkami, tylko że o innych kolorach i z innymi napisami. Przypomniałam sobie, że to ich widziałam dzisiaj rano. Wszyscy zaczęli wykonywać układ taneczny i śpiewać refren, ale było słychać głównie Rachel i jej partnera. Tancerze służyli za chórki.
   Kiedy skończyli, normalnie zapalono lampy. Ukłonili się, a wszyscy na sali zaczęli klaskać. Wstałam i klaskałam najgłośniej, jak potrafiłam, czasami przerywając, żeby zagwizdać. Inni zachowywali się podobnie.
   Byłam naprawdę pod wrażeniem takiego występu. Moim skromnym zdaniem, było to profesjonalnie przygotowane i zastanawiałam się, kiedy oni to ćwiczyli. Był początek roku szkolnego, a Rachel na przykład była tak jak ja w pierwszej klasie, więc niby kiedy? Zdecydowałam, że muszę ją o to zapytać.
   Zeszli ze sceny i schowali się za kulisami. Usłyszałam odgłosy zdziwienia, więc rozejrzałam się po auli, ale wszyscy byli jak zaczarowani wpatrzeni w jakiś punkt na scenie. Też tam spojrzałam – na środku stała niska kobieta o włosach tak rudych, że niemal pomarańczowych. Miała lekko azjatyckie rysy. Miałam wrażenie, że pojawiła się tam znikąd, jakby się tam teleportowała. Ktoś włączył dymiarkę, bo na wysokości jej nóg unosił się dym.
   - Witajcie, drodzy uczniowie! Dla tych, którzy jeszcze mnie nie znają, chociaż powinni: jestem Megan Gardner, dyrektorka Reflection Academy! - Przechadzała się swobodnie po scenie, lustrując uczniów. – No, no, widzę, że w tym roku będzie ciekawie. Gratuluję dostania się do tej prestiżowej placówki! Możecie być z siebie dumni, bo to nie lada wyczyn. Ale teraz będzie jeszcze trudniej, możecie mi wierzyć na słowo. – Uczniowie starszych klas się roześmiali, a mnie aż przeszły dreszcze. Dyrektorka przeniosła spojrzenie na mnie. Patrzyła mi prosto w oczy. – Pamiętajcie, że dobra muzyka to ta z uczuciami. Jeśli chcecie zajść daleko, musicie wiedzieć, o czym śpiewacie. A więc przede wszystkim zaznać miłości! – Wykrzyknęła i zjechała w dół, jakby była w niewidzialnej windzie.
   Usłyszałam skrzypienie krzesła po mojej prawej. To Lora wierciła się na krześle.
   - Pewnie mają opuszczaną podłogę – szepnęła. Pff. Ta to umie zepsuć zabawę. Wydawała się być w ogóle nie pod wrażeniem tego, co się tu przed chwilą wydarzyło. W przeciwieństwie do mnie.
   - Ale musisz przyznać, że wygląda to niesamowicie.
   Zerknęła na mnie. Uśmiechnęła się ciepło, jak do małego dziecka, które właśnie zrobiło coś rozczulającego.
   - Tak.
   Potem jakiś nauczyciel powiedział, żebyśmy poszli na stołówkę na śniadanie. Przypomniało mi to o karcie, którą w pośpiechu zapomniałam zabrać ze sobą. Okazało się, że Lora także.
   - Pójdę po nie – zaproponowałam, a Lora przytaknęła.
   Karta była karnetem na jedzenie w szkolnej stołówce. Słyszałam, że miejsce to jest imponujące, prawie jak jadalnia w jakimś pałacu, ale nigdy w tam nie byłam. Musiałam się więc pospieszyć, żeby zdążyć dołączyć do innych uczniów kierujących się na śniadanie, bo sama bym tam nie trafiła.
   Pognałam więc do pokoju. Szybko znalazłam kartę Lory, ale znalezienie swojej zajęło mi chwilę. Wreszcie znalazłam ją w futerale na skrzypce. Ja to mam kryjówki.
   Po raz drugi tego dnia biegłam korytarzem, znowu na aulę.
   Niestety, nie było tam żywego ducha. Szlag.

środa, 11 marca 2015

Rozdział 1

Wpatrywałam się w rozmazany krajobraz za oknem. Krowy i konie pasły się na soczyście zielonych polach. Ptaki śpiewały na drzewach, a słońce przyjemnie grzało.
A ja siedziałam w taksówce do nowej szkoły.
- Przepraszam, ile będziemy jeszcze jechali? – zapytałam kierowcy, miłego mężczyzny z nadwagą. Miał zabawne, odstające uszy i małe, świecące oczka.
- Jesteśmy niedaleko. Jeszcze jakieś pięć minut.
- Uhm. Dziękuję.
Zerknęłam na notatnik na moich kolanach. Pamiętnik mamy, kiedy była w moim wieku. Jedna z niewielu pamiątek, która mi po niej została. Kiedy byłam zdenerwowana, lubiłam czytać stare notatniki mamy. Ten dostałam od babci, kiedy zdecydowałam się chodzić do tej szkoły. Gdybym tam nie poszła, pewnie nigdy bym go nie dostała.
Ale nie z tego powodu chciałam się tam uczyć. To było o wiele bardziej skomplikowane.
Samochód zahamował. Stanęliśmy przy niewielkiej stacji benzynowej.
- Jesteśmy na miejscu. Poproszę…
- Już daję pieniądze.
Kiedy zapłaciłam taksówkarzowi, ten wyjął z bagażnika mój bagaż. Walizka, torba i dwa futerały. Jestem dużą dziewczynką. Poradzę sobie.
Kierowca z powątpiewaniem popatrzył na mnie, opakowaną tobołami.
- Dasz sobie radę?
Uśmiechnęłam się.
- Tak. Niech pan się nie martwi.
Taksówka odjechała. Zostałam sama.
Wyciągnęłam pogniecioną kartkę z kieszeni dżinsowych szortów. Przeczytałam dopisek na jednej ze stron:

Kiedy już dojedziesz na powyższy adres, zapytaj obsługę stacji o Reeda. On ci pomoże dotrzeć na miejsce. Nikt prócz niego w tej okolicy nie wie, gdzie jest Akademia.

Westchnęłam. Już bardziej zagadkowo nie mogli tego zrobić.
Weszłam do sklepu przy stacji. Żeby nie wyglądało to dziwnie, kupiłam żelki, herbatniki i puszkę coli, którą zamierzałam zaraz wypić. Potem zapytałam kasjerkę o rzeczonego Reeda, lecz ona powiedziała, że już skończył pracę. Pięknie.
Wyszłam na świeże powietrze i usiadłam na krawężniku. Jeszcze nawet tam nie dojechałam, a już zaczęły się problemy. Nikt mi wcześniej nie powiedział, o której mam przyjechać. Chociaż, to po części moja wina. Powinnam zapytać.
Zmarszczyłam brwi. Stało się. Teraz muszę zdecydować, co zrobię.
Ale na pewno się nie poddam.
Wstałam, otrzepałam spodenki i wzięłam bagaż. Ruszyłam dalej drogą, nie za bardzo wiedząc, dokąd dojdę.
Po dwudziestu minutach już nie uważałam tego za taki dobry pomysł. Słońce cholernie grzało mnie w kark, a powietrze zdawało się stać. Żadnego wiatru czy czegokolwiek, co mogłoby mnie ochłodzić. Pot ciekł strumyczkiem po plecach, lepiąc koszulkę z ciałem. Colę wypiłam dawno temu i jakoś wcześniej nie pomyślałam, żeby kupić wodę. Myślałam tylko o jednym: nie poddam się i dojdę do celu.
Nuciłam coś pod nosem. Nie miałam za bardzo siły śpiewać. Ale w głowie cały czas chodziła mi jedna piosenka. Nie wytrzymałam.

So we will drive as far as we know
We’ve got but one mile to go
This is our fight
We can’t break this time
We’ve got all night

Nagle usłyszałam za sobą śmiech, więc cała czerwona ucichłam. Gwałtownie się obróciłam, a torba zsunęła mi się z ramienia.
- Nie wierzę w swoje szczęście! Ty też idziesz do szkoły? – zapytał chłopak.
Był wyższy ode mnie o głowę i smukły. Pofarbowane na czerwono włosy tworzyły artystyczny nieład na jego głowie. Miał brązowe oczy. Nosił t-shirta i krótkie spodenki, a na ramionach dźwigał plecak. W jednej ręce też trzymał futerał od gitary, jak ja.
- Tak. Miałam zapytać na stacji o Reeda, ale…
- Już wyszedł – zgadł chłopak. W jego oczach widziałam iskierki rozbawienia. – Ale numer! Tak w ogóle, jestem Finn. – Podał mi rękę na przywitanie, a gdy zauważył, że nie mam jak nią potrząsnąć, zaczerwienił się. – Daj, pomogę ci.
Podałam mu futerał z gitarą.
- Mam na imię Darcy. I dziękuję. – Uśmiechnęłam się. Finn wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Więc ty pewnie jesteś z profilu idol? – Kiwnęłam głową. - Ja też. Od dziecka marzyłem o czymś takim. Wykonywać muzykę i wiedzieć, że ktoś poza mną czerpie z tego radość – zwierzył się.
- Cóż, ze mną jest inaczej – powiedziałam. – Chciałam dostać się do Akademii Firleya i grać na skrzypcach. – Wskazałam na drugi futerał, ten, który niosłam. – Mój brat zaproponował, żebym jeszcze wzięła udział w przesłuchaniach ze śpiewu. Zgodziłam się głównie dlatego, żeby zrobić mu przyjemność. Wiesz, moja mama była muzykiem i śpiewała. Kiedy już mieli ogłosić wyniki, dyrektor powiedział mi, że się nie dostałam, ale ma dla mnie inną propozycję. I to właśnie była ta szkoła. A teraz nawet nie wiem dokładnie, gdzie ona jest.
Prychnął.
- No to ładnie cię urządzili. Ja dojechałem część drogi autobusem, ale potem… Hej, popatrz!
Weszliśmy na szczyt wzgórza. Około pół kilometra przed nami stała ogromna, ceglana budowla. Miała cztery wieże, sama posiadłość była otoczona ogrodami. Zbudowana w stylu wiktoriańskim, posiadała niezaprzeczalny urok.
- Chyba się zakochałam… - westchnęłam.

♪ ♫ ♪

- Dobrze, że przynajmniej cię przeprosili – powiedział Finn, kiedy szliśmy korytarzem internatu. Mieścił się we wschodnim skrzydle szkoły, a sekretariat, z którego wracaliśmy, w południowym.
- Właściwie, to nic takiego się nie stało – rzuciłam.
Pot na mojej skórze już wysechł i cała się kleiłam.  Nogi miałam w pyle z drogi. Nie marzyłam o niczym innym, jak o prysznicu.
Miałam tylko nadzieję, ze każdy pokój miał własną łazienkę. Proszę…
- Darcy, jeśli będziesz tak mówiła, nie będą się tobą przejmowali. Zawalcz o swoje! – zaśmiał się.
Spojrzałam na Finna. W tym krótkim czasie, jakim się znaliśmy, zdążyłam poczuć do niego sympatię. Promieniował optymizmem i zarażał nim ludzi wokół. A przynajmniej mnie. Biła od niego taka siła i serdeczność, która poprawiała humor. Miałam wrażenie, ze jeśli kiedykolwiek miałabym problem, mogłabym zwrócić się do niego, a on bez wahania by pomógł. Jednocześnie wydawał się osobą, która nie daje się wykorzystywać.
Tak, zdecydowanie go lubiłam.
- Hej, Finn – zaczęłam. Coś przyszło mi do głowy. – Ja dowiedziałam się o tej szkole od dyrektora innej akademii. A ty? Jak się tu dostałeś?
Odchrząknął i już otwierał usta, żeby mi odpowiedzieć, kiedy jakaś brunetka, krzycząc jego imię, rzuciła go na kolana. Dosłownie. Skoczyła mu na plecy, chociaż miał na nich plecak i oboje polecieli na ziemię.
Zamurowało mnie. Stałam tam jak słup soli, poruszając ustami jak ryba próbująca złapać powietrze. Musiałam wyglądać szalenie inteligentnie.
Ale Finn zaczął się śmiać.
- Rachel! Dobrze cię widzieć!
Wstali i dziewczyna wzięła od niego futerał, po czym spojrzała na mnie. Teraz zauważyłam, że była bardzo podobna do Finna - miała takie same brązowe oczy okolone gęstymi, czarnymi rzęsami.
- Ciebie też! – odpowiedziała. Zlustrowała mnie od stóp do czubka głowy, a ja poczułam się jeszcze brudniejsza. Ale ona się uśmiechnęła. – Nieźle sobie radzisz, młody. Pierwszy dzień, a ty już prowadzasz się z dziewczyną.
Twarz Finna przybrała kolor podobny do jego włosów, na co tym razem ja się zaśmiałam.
- Dzięki za pomoc, Finn. – Odebrałam od niego pokrowiec na gitarę. – A dziewczyna ma na imię Darcy, cześć.
- Darcy. Ciekawie. Ja mam na imię Rachel i jestem siostrą bliźniaczką tego tutaj. – Kiwnęła głową na czerwonowłosego.
- Domyśliłam się. W każdym razie, jeszcze raz dziękuję i na razie!
Odeszłam, czując na plecach wzrok rodzeństwa. Weszłam na kolejne piętro, szukając drzwi z numerem 137. Po jakimś czasie znalazłam je na końcu korytarza.
Weszłam do pokoju. Moja współlokatorka jeszcze nie przyjechała, więc wszystko było w nienaruszonym stanie. Łóżko piętrowe, na przeciwko dwa biurka z lampkami. Komoda i szafa stały nieopodal okna wchodzącego na ogrody. Oraz, co w tamtej chwili było najważniejsze, kolejne drzwi.
    Upragniona łazienka.

piątek, 23 stycznia 2015

Prolog

- Darcy Foster, prosimy do sali 34, sali 34!
Rozszerzyłam szeroko oczy, a serce podeszło mi do gardła. Oczywiście. Coś musiało pójść nie tak. Za dobrze mi szło.
- Hej, mała? Nie denerwuj się. Nic ci to nie da.
Wpatrywałam się w błękitne oczy Willa, miętoląc kwiecistą spódnicę. Opierał ręce na moich ramionach, praktycznie wgniatając mnie w podłogę. Nie pomagało to zmniejszyć stresu.
- Okej. Jak tu wrócę, masz czekać dokładnie w tym miejscu. - Zaczerpnęłam powietrza, podeszłam do drzwi i mruknęłam: - Zaraz się porzygam.
Z tym optymistycznym akcentem nacisnęłam złotą klamkę i otworzyłam drzwi.
Pokój był urządzony tak, jak cała Akademia Firleya - w stylu barokowym. Pod sufitem wisiał zachwycający żyrandol, na który od razu zwróciłam uwagę.
- Panno Foster, nie będę owijał w bawełnę. - Głos należał do starszego, uśmiechającego się mężczyzny za biurkiem. Za nim stała elegancka kobieta w okularach. Dyrektor szkoły i jego sekretarka. Pięknie. - Jest pani bardzo utalentowana. Tylko... nie w tym kierunku, który pani obrała.
Okej, teraz naprawdę nie wiedziałam, o co chodzi. Jednak nie zrobiłam nic złego?
- Ma pani niesamowity głos. Już dawno nie słyszałem takiej barwy, skala głosu jest niemała. Jednak nie możemy pani przyjąć. - Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Panie Downer, za pięć minut musimy podać wyniki.
- Już się streszczam. Widzisz, panno Foster - mówił dyrektor, wstając z fotela. - Istnieje pewna organizacja. Szkoła, można powiedzieć. Uczy ona, a potem promuje przyszłe muzyczne gwiazdy. Mam układ z tamtejszym dyrektorem. - Stanął przed biurkiem i oparł się o nie. - Kiedy znajduję takie perełki jak ty, wysyłam je do niego. Pytanie tylko, czy ty jesteś zainteresowana?
- Em... - Przestąpiłam z nogi na nogę.
Nie taki był plan. Chciałam zawodowo grać na skrzypcach, jak moja mama. A tu facet wyskakuje mi ze śpiewaniem.
Znaczy, lubiłam śpiewać. Uważałam nawet, że całkiem dobrze mi idzie. Nigdy tylko nie myślałam, że chcę w ten sposób zarabiać na życie.
- Muszę wybierać teraz? - Niepewnie popatrzyłam na sympatyczną twarz pana Downera.
- Och, nie! - Zaśmiał się. - Emmo, mogłabyś dać pannie Foster ulotkę informacyjną?
Sekretarka wyjęła ze swojej teczki kartkę i podała mi ją. Nawet nie patrząc na papier, złożyłam go w kostkę i schowałam do kieszeni spódnicy.
- Ekhem, dziękuję. Odezwę się za kilka dni, dobrze?
- Nie ma problemu. Wyjaśnię ci wszystko, jeśli się zdecydujesz.
     Pożegnałam się i z szybko bijącym sercem wyszłam z sali.

Podobało się? ^.^ Wydaje mi się, że dalsze rozdziały są fajniejsze, ale ocenicie to sami c: Zachęcam do komentowania!
HappyPotato

czwartek, 22 stycznia 2015

Witaj, wędrowcze!



Ekhem, od czegoś trzeba by tu zacząć, więc naciesz oczy Barneyem :3
No dobra, a tak serio, to nie o nim będzie ten blog, więc tak za bardzo nie musisz się nim cieszyć :D Po prostu jestem fanką serialu How I met your Mother, a ten gif na początek bardzo mi pasował.
Chyba trochę odbiegam od tematu :P Blog powstał z myślą o jednym z moich opowiadań, które będę tu publikować. Nie jest ono jakichś najwyższych lotów, pisane na luzie, by spuścić z tonu pod koniec dnia. Będzie mogło być nudne, przewidywalne i zwyczajnie podobne do innych opowiadań pisanych przez nastolatki, ale ocenę pozostawiam Tobie, Czytelniku.
Więcej na temat moich motywów na Od Autorki.
Nie wiem, kiedy będę dodawała nowe rozdziały. Pewnie jak je napiszę i sprawdzę, a że mam teraz ferie, trochę czasu i mnóstwo pomysłów i weny, to na początek pójdzie szybko :) Oczywiście jeszcze szybciej, jeśli ktoś by to komentował... To naprawdę daje motywację, taki motorek w tyłku xD
Z góry uprzedzam, że używam emotikonek. Ale tylko wtedy, kiedy mam humor i nigdy w moich tekstach.
Jakby były jakieś pytania czy coś, proszę o komentarz :)
~ HappyPotato