środa, 11 marca 2015

Rozdział 1

Wpatrywałam się w rozmazany krajobraz za oknem. Krowy i konie pasły się na soczyście zielonych polach. Ptaki śpiewały na drzewach, a słońce przyjemnie grzało.
A ja siedziałam w taksówce do nowej szkoły.
- Przepraszam, ile będziemy jeszcze jechali? – zapytałam kierowcy, miłego mężczyzny z nadwagą. Miał zabawne, odstające uszy i małe, świecące oczka.
- Jesteśmy niedaleko. Jeszcze jakieś pięć minut.
- Uhm. Dziękuję.
Zerknęłam na notatnik na moich kolanach. Pamiętnik mamy, kiedy była w moim wieku. Jedna z niewielu pamiątek, która mi po niej została. Kiedy byłam zdenerwowana, lubiłam czytać stare notatniki mamy. Ten dostałam od babci, kiedy zdecydowałam się chodzić do tej szkoły. Gdybym tam nie poszła, pewnie nigdy bym go nie dostała.
Ale nie z tego powodu chciałam się tam uczyć. To było o wiele bardziej skomplikowane.
Samochód zahamował. Stanęliśmy przy niewielkiej stacji benzynowej.
- Jesteśmy na miejscu. Poproszę…
- Już daję pieniądze.
Kiedy zapłaciłam taksówkarzowi, ten wyjął z bagażnika mój bagaż. Walizka, torba i dwa futerały. Jestem dużą dziewczynką. Poradzę sobie.
Kierowca z powątpiewaniem popatrzył na mnie, opakowaną tobołami.
- Dasz sobie radę?
Uśmiechnęłam się.
- Tak. Niech pan się nie martwi.
Taksówka odjechała. Zostałam sama.
Wyciągnęłam pogniecioną kartkę z kieszeni dżinsowych szortów. Przeczytałam dopisek na jednej ze stron:

Kiedy już dojedziesz na powyższy adres, zapytaj obsługę stacji o Reeda. On ci pomoże dotrzeć na miejsce. Nikt prócz niego w tej okolicy nie wie, gdzie jest Akademia.

Westchnęłam. Już bardziej zagadkowo nie mogli tego zrobić.
Weszłam do sklepu przy stacji. Żeby nie wyglądało to dziwnie, kupiłam żelki, herbatniki i puszkę coli, którą zamierzałam zaraz wypić. Potem zapytałam kasjerkę o rzeczonego Reeda, lecz ona powiedziała, że już skończył pracę. Pięknie.
Wyszłam na świeże powietrze i usiadłam na krawężniku. Jeszcze nawet tam nie dojechałam, a już zaczęły się problemy. Nikt mi wcześniej nie powiedział, o której mam przyjechać. Chociaż, to po części moja wina. Powinnam zapytać.
Zmarszczyłam brwi. Stało się. Teraz muszę zdecydować, co zrobię.
Ale na pewno się nie poddam.
Wstałam, otrzepałam spodenki i wzięłam bagaż. Ruszyłam dalej drogą, nie za bardzo wiedząc, dokąd dojdę.
Po dwudziestu minutach już nie uważałam tego za taki dobry pomysł. Słońce cholernie grzało mnie w kark, a powietrze zdawało się stać. Żadnego wiatru czy czegokolwiek, co mogłoby mnie ochłodzić. Pot ciekł strumyczkiem po plecach, lepiąc koszulkę z ciałem. Colę wypiłam dawno temu i jakoś wcześniej nie pomyślałam, żeby kupić wodę. Myślałam tylko o jednym: nie poddam się i dojdę do celu.
Nuciłam coś pod nosem. Nie miałam za bardzo siły śpiewać. Ale w głowie cały czas chodziła mi jedna piosenka. Nie wytrzymałam.

So we will drive as far as we know
We’ve got but one mile to go
This is our fight
We can’t break this time
We’ve got all night

Nagle usłyszałam za sobą śmiech, więc cała czerwona ucichłam. Gwałtownie się obróciłam, a torba zsunęła mi się z ramienia.
- Nie wierzę w swoje szczęście! Ty też idziesz do szkoły? – zapytał chłopak.
Był wyższy ode mnie o głowę i smukły. Pofarbowane na czerwono włosy tworzyły artystyczny nieład na jego głowie. Miał brązowe oczy. Nosił t-shirta i krótkie spodenki, a na ramionach dźwigał plecak. W jednej ręce też trzymał futerał od gitary, jak ja.
- Tak. Miałam zapytać na stacji o Reeda, ale…
- Już wyszedł – zgadł chłopak. W jego oczach widziałam iskierki rozbawienia. – Ale numer! Tak w ogóle, jestem Finn. – Podał mi rękę na przywitanie, a gdy zauważył, że nie mam jak nią potrząsnąć, zaczerwienił się. – Daj, pomogę ci.
Podałam mu futerał z gitarą.
- Mam na imię Darcy. I dziękuję. – Uśmiechnęłam się. Finn wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Więc ty pewnie jesteś z profilu idol? – Kiwnęłam głową. - Ja też. Od dziecka marzyłem o czymś takim. Wykonywać muzykę i wiedzieć, że ktoś poza mną czerpie z tego radość – zwierzył się.
- Cóż, ze mną jest inaczej – powiedziałam. – Chciałam dostać się do Akademii Firleya i grać na skrzypcach. – Wskazałam na drugi futerał, ten, który niosłam. – Mój brat zaproponował, żebym jeszcze wzięła udział w przesłuchaniach ze śpiewu. Zgodziłam się głównie dlatego, żeby zrobić mu przyjemność. Wiesz, moja mama była muzykiem i śpiewała. Kiedy już mieli ogłosić wyniki, dyrektor powiedział mi, że się nie dostałam, ale ma dla mnie inną propozycję. I to właśnie była ta szkoła. A teraz nawet nie wiem dokładnie, gdzie ona jest.
Prychnął.
- No to ładnie cię urządzili. Ja dojechałem część drogi autobusem, ale potem… Hej, popatrz!
Weszliśmy na szczyt wzgórza. Około pół kilometra przed nami stała ogromna, ceglana budowla. Miała cztery wieże, sama posiadłość była otoczona ogrodami. Zbudowana w stylu wiktoriańskim, posiadała niezaprzeczalny urok.
- Chyba się zakochałam… - westchnęłam.

♪ ♫ ♪

- Dobrze, że przynajmniej cię przeprosili – powiedział Finn, kiedy szliśmy korytarzem internatu. Mieścił się we wschodnim skrzydle szkoły, a sekretariat, z którego wracaliśmy, w południowym.
- Właściwie, to nic takiego się nie stało – rzuciłam.
Pot na mojej skórze już wysechł i cała się kleiłam.  Nogi miałam w pyle z drogi. Nie marzyłam o niczym innym, jak o prysznicu.
Miałam tylko nadzieję, ze każdy pokój miał własną łazienkę. Proszę…
- Darcy, jeśli będziesz tak mówiła, nie będą się tobą przejmowali. Zawalcz o swoje! – zaśmiał się.
Spojrzałam na Finna. W tym krótkim czasie, jakim się znaliśmy, zdążyłam poczuć do niego sympatię. Promieniował optymizmem i zarażał nim ludzi wokół. A przynajmniej mnie. Biła od niego taka siła i serdeczność, która poprawiała humor. Miałam wrażenie, ze jeśli kiedykolwiek miałabym problem, mogłabym zwrócić się do niego, a on bez wahania by pomógł. Jednocześnie wydawał się osobą, która nie daje się wykorzystywać.
Tak, zdecydowanie go lubiłam.
- Hej, Finn – zaczęłam. Coś przyszło mi do głowy. – Ja dowiedziałam się o tej szkole od dyrektora innej akademii. A ty? Jak się tu dostałeś?
Odchrząknął i już otwierał usta, żeby mi odpowiedzieć, kiedy jakaś brunetka, krzycząc jego imię, rzuciła go na kolana. Dosłownie. Skoczyła mu na plecy, chociaż miał na nich plecak i oboje polecieli na ziemię.
Zamurowało mnie. Stałam tam jak słup soli, poruszając ustami jak ryba próbująca złapać powietrze. Musiałam wyglądać szalenie inteligentnie.
Ale Finn zaczął się śmiać.
- Rachel! Dobrze cię widzieć!
Wstali i dziewczyna wzięła od niego futerał, po czym spojrzała na mnie. Teraz zauważyłam, że była bardzo podobna do Finna - miała takie same brązowe oczy okolone gęstymi, czarnymi rzęsami.
- Ciebie też! – odpowiedziała. Zlustrowała mnie od stóp do czubka głowy, a ja poczułam się jeszcze brudniejsza. Ale ona się uśmiechnęła. – Nieźle sobie radzisz, młody. Pierwszy dzień, a ty już prowadzasz się z dziewczyną.
Twarz Finna przybrała kolor podobny do jego włosów, na co tym razem ja się zaśmiałam.
- Dzięki za pomoc, Finn. – Odebrałam od niego pokrowiec na gitarę. – A dziewczyna ma na imię Darcy, cześć.
- Darcy. Ciekawie. Ja mam na imię Rachel i jestem siostrą bliźniaczką tego tutaj. – Kiwnęła głową na czerwonowłosego.
- Domyśliłam się. W każdym razie, jeszcze raz dziękuję i na razie!
Odeszłam, czując na plecach wzrok rodzeństwa. Weszłam na kolejne piętro, szukając drzwi z numerem 137. Po jakimś czasie znalazłam je na końcu korytarza.
Weszłam do pokoju. Moja współlokatorka jeszcze nie przyjechała, więc wszystko było w nienaruszonym stanie. Łóżko piętrowe, na przeciwko dwa biurka z lampkami. Komoda i szafa stały nieopodal okna wchodzącego na ogrody. Oraz, co w tamtej chwili było najważniejsze, kolejne drzwi.
    Upragniona łazienka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz